Dama z gronostajem i jej sekrety

Dama z gronostajem i jej sekrety

Jedną z największych radości, jaka może nas spotkać we Włoszech (i nie tylko) jest możliwość zobaczenia na własne oczy jakiegoś dzieła Leonarda Da Vinci. Uwielbiam sztukę renesansu, uwielbiam pałętać się po muzeach i galeriach sztuki, ale to właśnie obrazy Leonarda budzą we mnie największe emocje – może dlatego, że obcuje się wtedy z talentem największego mistrza epoki, a może po prostu dlatego, że jego twórczość wypełniona jest symbolami i zagadkami, które zdają się prosić o różnorakie interpretacje? Wystarczy pomyśleć, na ile sposobów interpretowany jest pozornie zwykły portret kobiety, jakim jest Mona Lisa!

Dzisiaj jednak nie będzie o Mona Lisie, a o innym, na pozór zupełnie zwyczajnym, obrazie Leonarda – Damie z gronostajem. Jak wiadomo, jest to jedyne dzieło Da Vinci, jakim dysponuje Polska, a które aktualnie możemy podziwiać w Muzeum Narodowym w Krakowie. Ostatnio miałam okazję zobaczyć ową Damę na własne oczy i zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dama_z_gronostajem

Dama z gronostajem przez lata znajdowała się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, muzeum założonym przez księżnę Izabelę Czartoryską (początkowo znajdowało się w Puławach), w towarzystwie takich arcydzieł jak Portret Młodzieńca Rafaela (niestety, zaginiony w czasie drugiej wojny światowej i prawdopodobnie już nie do odzyskania) oraz Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem Rembrandta. Od 2010 roku Muzeum Czartoryskich jest w remoncie i Damę z gronostajem przeniesiono do Muzeum Narodowego. Jest wyeksponowana bardzo ciekawie: najpierw wchodzi się do korytarzyka, w którym wywieszone są tablice z dokładnym opisem obrazu i kilkoma zdjęciami, pokazującymi detale portretu. Następnie przechodzi się do małej ciemnej sali, w której oświetlony jest tylko jeden element – obraz. Daje to zarówno interesujący efekt, jak i możliwość skupienia się na dokładnym obejrzeniu Damy.

Pozornie Dama z gronostajem to zwykły portret, przedstawiający kobietę patrzącą w lewo, ubraną w niebiesko – czerwoną suknię, ze sznurem korali na szyi i włosami uczesanymi na hiszpańską modłę. Kobieta trzyma na ręce małe zwierzątko, gronostaja (choć wcześniej sugerowano, że jest to łasica lub fretka, ale ostatecznie jest to gronostaj, stąd obowiązująca obecnie nazwa dzieła). Kim jest dama na obrazie? To Cecilia Gallerani, jedna z najbardziej światłych i oczytanych kobiet na dworze Sforzów w Mediolanie oraz kochanka jednego z najbardziej prominentnych książąt w historii rodu – Ludovica, zwanego il Moro.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Sforza

Cecilia została namalowana przez Leonarda w chwili, gdy jej związek z Ludoviciem musiał być ukrywany, ten już był bowiem zaręczony z przedstawicielką innego znaczącego włoskiego rodu, Beatrice d’Este. Leonardo jak zwykle przemycił do portretu symbole: zwierzątko trzymane czule przez Cecilię symbolizuje nikogo innego, jak właśnie Ludovica! Jak to możliwe? Otóż Ludovico nazywany był właśnie “ermellino”, czyli po włosku “gronostaj” i to właśnie zwierzątko było jego godłem. Zatem nasza dama tuli do serca nie tylko zwierzę, ale także – symbolicznie – ukochanego. Mało tego – gronostaj był też nawiązaniem do błogosławionego stanu Cecilii, gdyż nie tylko zakrywał jej brzuszek, ale też od czasów starożytnych był rzekomo symbolem ułatwiającym poród. Kilka miesięcy po ukończeniu portretu Cecilia urodziła syna, Cesare.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na ubiór naszej Damy z gronostajem. Na jej sukni widoczne są plecione motywy, przedstawiające vinchi – splecione trzciny, coś podobnego do wikliny, popularne szczególnie w Toskanii. To prawdopodobnie od vinchi wzięło się słowo Vinci, oznaczające zarówno nazwisko Leonarda, jak i miejsce jego pochodzenia. Dla artysty było to coś w rodzaju podpisu, który przemycał w wielu swoich dziełach. Ciekawym jest też, że oryginalnie tło obrazu najprawdopodobniej było znacznie jaśniejsze, niebieskoszare.

Dodajmy jeszcze w charakterze smaczku, że Leonardo oprócz tego, że namalował portret kochanki Ludovica Sforzy, stworzył też obraz przedstawiający żonę księcia, Beatrice, i ofiarował go jej w prezencie ślubnym.

Jak sami widzicie, Dama z gronostajem to nie tylko kobieta trzymająca zwierzątko. Jak zwykle u Leonarda za zwykłym portretem kryje się ciekawa historia. A my możemy tę historię poznać, podziwiając obraz w Muzeum Narodowym, ciesząc się, że mamy możliwość obejrzenia dzieła geniusza renesansu, i to w naszym kraju. Mamy też możliwość sfotografowania się z gronostajem, co jak widzicie poniżej – uczyniłam 🙂

Przy okazji dodam jeszcze, że Dama z gronostajem w trakcie swojej ostatniej trasy objazdowej po Europie została ubezpieczona na, bagatela, 300 milionów euro. Jednak tak naprawdę jest obrazem absolutnie bezcennym. I raczej już w żadną podróż nie pojedzie – chciały ją wypożyczyć zarówno Włochy, jak i Francja, na szykowane z okazji pięćsetlecia narodzin Leonarda wystawy, jednak strona polska stanowczo odmówiła. Dama z gronostajem ma już swoje lata i podróżowanie mogłoby ją uszkodzić.

Jeśli będziecie w Krakowie, koniecznie odwiedźcie Damę. Zachwyćcie się tym, jak pięknie jest namalowana, jak piękną musiała być kobietą i zapewne nieszczęśliwą, widząc zbliżające się wesele kochanka. I jak wielkim geniuszem był mój ukochany Leonardo.

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.