Kuchnia i morderstwo, czyli kim jest Salvo Montalbano

Kuchnia i morderstwo, czyli kim jest Salvo Montalbano

Jest lato, a ja latem zawsze robię sobie powtórkę z lektury książek o komisarzu Montalbano. Wydaje mi  najstosowniejsze czytanie o upalnej Sycylii w słońcu i ciepełku, a nasz klimat nader rzadko przypomina śródziemnomorskie wyspy.

Wprawdzie już kiedyś pisałam o Montalbano, ale nie zaszkodzi napisać raz jeszcze – trzeba promować dobrą, a przy tym „czytalną” literaturę, a seria o Montalbano z pewnością do takowej należy.

andrea-camilleri1

Andrea Camilleri

 

Kim jest Salvo Montalbano? Policjantem, Sycylijczykiem i smakoszem: te trzy cechy doskonale opisują jego osobę, a przy tym bohaterem 37 książek autorstwa Andrei Camilleriego. Seria o komisarzu zaczyna się w roku 1994, doceńmy zatem zapał Camilleriego, który, mimo dziewięćdziesiątki na karku, kontynuuje swoją twórczość w doskonałym stylu. Książki teoretycznie są kryminałami, ale tylko teoretycznie: jeśli ktoś szuka krwawych scen zbrodni, psychopatycznych seryjnych zabójców, szczegółów z sekcji zwłok czy nawet solidnej zagadki dla umysłu rodem z Agathy Christie, bardzo się rozczaruje. Camilleri nigdy o tym nie pisze i zasygnalizował to bardzo jasno w opowiadaniu „Montalbano odmawia” w tomie „Pomarańczki komisarza Montalbano” (moim ulubionym). Przestępstwa w większości przypadków są tylko pretekstem do opowiedzenia o współczesnej Sycylii, o życiu i kłopotach mieszkańców, o tym, jak zmieniają się Włochy i jak zarazem pozostają paradoksalnie niezmienne. W historiach Montalbano znajdziemy wszystko, co decyduje o życiu, ludzkie słabości, triumfy i ułomności: śmierć, życie, miłość, rodzinę, solidarność, lęk, przekupność, zdradę, przyjaźń, wybaczenie. Dodajmy do tego mafię i kłopoty z nielegalnymi imigrantami. Montalbano nie ocenia, aprobuje świat, w którym żyje, wiele rzeczy rozumie, a jednocześnie szuka sprawiedliwości, gdy przekroczone zostają pewne granice.

Brzmi to wszystko bardzo poważnie, ale książki o Montalbano są bardzo lekkie, dowcipne i zabawne, a to za sprawą bohaterów, komisarza i jego przyjaciół. Perełką absolutną jest niejaki Catarella, osobnik pełniący rolę sekretarza w komisariacie i posługujący się nader osobliwą odmianą włoskiego (uroda tego dialektu, mimo wysiłków polskich tłumaczy, najlepiej brzmi w oryginale). Zabawna i bardzo sycylijska jest namiętność komisarza do jedzenia: wydaje się czasem, że Salvo żyje, żeby jeść, żeby delektować się znakomitą sycylijską kuchnią. „Jeść czy nie jeść? Oto jest pytanie. […] Stanął przed szekspirowskim dylematem, spojrzawszy na zegarek: była ósma. Jeśli ustąpi przed głodem, na kolację będzie mógł poświęcić niespełna godzinę –co oznaczało konieczność poruszania szczękami w tempie Charliego z filmu Dzisiejsze czasy. Otóż jedno nie ulegało wątpliwości: jedzenie w pośpiechu nie jest jedzeniem, co najwyżej odżywianiem. To zasadnicza różnica, ponieważ Montalbano nie miał w tej chwili ochoty odżywiać się jak jakieś zwierzę albo drzewo. Chciał jeść, rozkoszując się kęsem po kęsie, i mieć na to tyle czasu, ile trzeba”. Trudno doprawdy o bardziej sycylijski cytat! Dla dobrego jedzenia komisarz rozwiązałby każdą zagadkę: jak wtedy, gdy zapobiegł aresztowaniu syna swojej gospodyni, Adeliny (oczywiście doskonałej kucharki), w obawie, że aresztowanie mogłoby przeszkodzić Adelinie w przygotowaniu arancini (mięsno – ryżowych kuleczek, smazonych w głębokim tłuszczu).

mont

Luca Zingaretti, odtwórca roli Montalbano

 

Jeśli zatem nie macie co czytać na urlopie w ciepłe letnie wieczory albo na plaży, polecam Montalbano z całego serca. Lepszej i bardziej włoskiej lektury nie znajdziecie, a jeśli dodatkowo jesteście fanami włoskiej kuchni (inaczej co robilibyście na moim blogu?), natychmiast poczujecie z komisarzem wspólnotę dusz. Jeśli zaś wolicie film, polecam ekranizację dzieł o Montalbano, z niezapomnianym i znakomitym Lucą Zingarettim w roli tytułowej (można znaleźć bez trudu w Internecie, acz tylko w wersji oryginalnej). Ostrzegam jednak, że filmy nie zyskały pełnej aprobaty Camilleriego, czemu dał wyraz w nieprzetłumaczonej na polski książce La danza del gabbiano: Montalbano rzekł wtedy, że nie ma ochoty spotkać się z  aktorem, który odgrywa jego rolę, ponieważ ten jest łysy jak kolano, a sam Montalbano ma wciąż bujną czuprynę! No tak. Ale my nie jesteśmy Camillerim i możemy obejrzeć bez obaw. Jeśli zaś chodzi o książki, to poza „Pomarańczkami…” polecam jeszcze „Sierpniowy żar”: idealny na gorące sierpniowe dni.

Sierpniowy żar

Polskie wydanie „Sierpniowego żaru”, wyd. Noir sur Blanc

 

 

Aleksandra: kompletnie zwariowana na punkcie Włoch, włoskiego i wszystkiego, co się z włoskim łączy.